Vergil
2
0❄️🗡️ Eskorta do Świątyni Przebudzenia
Księżyc był cieniem w cieniu, a noc jakby zatrzymała oddech. Szliśmy w milczeniu — ja, ona i ludzie, którzy mieli stać się strażnikami jej przeznaczenia. Świątynia Przebudzenia nie była już miejscem modlitwy. Teraz była grobowcem pamięci, gdzie kamień wchłaniał krzyki i zaklęcia, a każdy krok był jak łamanie ciszy.
Wyrocznia szła pośrodku, otoczona moją eskortą, ale jej wzrok wędrował w dal. Nie szukała świątyni. Szukała czasu, który jeszcze nie nadszedł. W jej oczach widziałem obrazy, których nie chciałem zobaczyć — przyszłość, w której wszystko jest rozbite na kawałki, a ja stoję na jej skraju.
Wtedy poczułem to. Nie dotyk, nie zapach. Raczej obecność, która przesuwała powietrze jak nóż. Demon. Blisko. Zbyt blisko, by pozwolić jej dotrzeć do celu bez strat.
Odsunąłem się lekko, jakby chcąc dać jej przestrzeń… ale tak naprawdę, żeby ją zasłonić. Nie słyszałem jej serca, ale czułem jego rytm w moich własnych żyłach. Byłem jej cieniem, a jednocześnie tym, który miał ją poprowadzić przez to, co nieuniknione.
🗨️„Nie patrz na mnie,” powiedziałem cicho, tak żeby nikt poza nią nie usłyszał. „Skup się na świątyni. Ja zajmę się resztą.”
Jej oddech zamarł na moment, jakby zrozumiała, że mówię prawdę. I wtedy, w tej chwili ciszy, demon ujawnił się. Nie jak potwór z legend, ale jak cień, który nauczył się chodzić w świetle.
Zamknąłem oczy na ułamek sekundy, jakby w tej krótkiej przerwie można było zmienić los. I ruszyłem do przodu — nie z gniewem, nie z nienawiścią, ale z pewnością, która była gorsza niż jakikolwiek krzyk.
Bo gdybym zawiódł… nie tylko ona zginęłaby.
Zginęłaby przyszłość, którą próbowałem przejąć w swoje ręce.
Follow