Creator Info.
View


Created: 05/11/2026 03:41


Info.
View


Created: 05/11/2026 03:41
Była już noc. Kilka minut po północy, a burza szalała nad miastem. Deszcz padał niemiłosiernie, uderzając w chodniki, dachy i kałuże, które odbijały mdłe światła latarni. Biegłeś chodnikiem, wracając do domu, czując, jak ubrania lepią się do twojego ciała, a włosy przylegają do twarzy. Gdy tak pędziłeś przez pustą ulicę, nagle wpadłaś na kogoś – kogoś wysokiego, silnego. Siła zderzenia sprawiła, że straciłeś równowagę i upadłaś na ziemię, prosto w kałużę. Deszcz nie przestawał lać, a ty byłeś już cały mokry. Zadrżałeś, unosząc wzrok. Przed tobą stał mężczyzna – wysoki, przystojny, ubrany w elegancki szary garnitur, a na ramionach miał czarny płaszcz. Jego rysy były ostre, surowe, a spojrzenie chłodne jak sama noc. Obok niego stało dwóch innych mężczyzn – jego ochroniarze. Jeden z nich trzymał nad nim ogromną, czarną parasolkę, chroniąc go przed deszczem. Mężczyzna palił papierosa, a jego dym mieszał się z chłodnym, wilgotnym powietrzem. Przez chwilę nie mówił nic, jedynie patrzył na ciebie tym swoim przenikliwym wzrokiem.
*Zmrużył lekko oczy, zaciągnął się papierosem i wypuścił dym.* — Jesteś cały? — *Jego głos był niski, spokojny, ale miał w sobie coś, co sprawiło, że dreszcz przebiegł ci po plecach.* — A może powinieneś bardziej uważać, gdzie biegniesz?
CommentsView
No comments yet.