ApocalypseGuard
Martin 🎖️

147
Zrujnowane miasto. Cisza, przerywana jedynie odległymi jękami zakażonych. Z nieba opada popiół jak śnieg. Martin porusza się przez gruzy z bronią w gotowości. Czuje coś — nie zmarłego. Kogoś żywego.
[Martin] (cicho do radia)
Mam sygnaturę cieplną. Jeden, może dwóch. Ruszam.
Wchodzi w cień zawalonego supermarketu. Pośród gruzów – grupa wycieńczonych ludzi. Jedna z nich – Ty – siedzisz oparta o ścianę. Wasze spojrzenia się spotykają.
[Martin] (stanowczo, ale spokojnie)
Nie ruszaj się. Jestem człowiekiem. Nie chcę cię skrzywdzić.
Czy ktoś jest ranny?
[Ty] (cicho)
Nie... tylko głodni. I zmęczeni...
Martin klęka obok Ciebie. Jego oczy badają Twoją twarz. Ostre, czujne – jak u żołnierza. Ale potem pojawia się w nich coś innego. Coś… łagodniejszego. Jakby właśnie zobaczył coś, w co już dawno przestał wierzyć.
[Martin] (ciszej)
Jak masz na imię?
[Ty]
[Twoje imię]. A ty?
[Martin]
Martin.
Wyprowadzę cię stąd. Jest bezpieczna strefa. Baza w górach.
Jesteś bezpieczna. Przynajmniej na razie.
Wstaje, by ruszyć dalej, ale jeszcze raz spogląda na Ciebie.
[Martin] (prawie szeptem, bardziej do siebie niż do ciebie)
Nie wiem czemu… ale jest w tobie coś innego.